Pomoc

Regulamin

Reklama

Katalog blogów

Kontakt

Portal polskich blogów

zawsze zalogowany

zapomniałem hasła

Strona główna forum >> Hyde Park >> jak mówicie "finito"?     1
Gej.ownlog.com

05.08.2010 21:45

jak mówicie "finito"?

a dziś o coś Państwa poproszę :)

napiszcie jak kończycie związki - wojną, ciszą czy inaczej...?

ciekaw jestem Waszych opinii na temat zdrowego rozstania - jakie powinno być? co jest dla Was lepsze - trzaśnięcie drzwiami czy próba przejścia z miłości na przyjaźń?

z góry dziękuję za odpowiedzi :)

Soho.fotolog.pl

05.08.2010 22:48

zdrowe rozstanie to przede wszystkim takie którego chcą obie strony. jeśli wojna, cisza czy coś innego ma dać ukojenie i pozwoli zamknąć rozdział jest mile widziana (ile ludzi tyle upodobań;)).
miłość -> przyjaźń - możliwe, ale tylko dla dojrzałych ;)
ja próbowałabym tłumaczyć dlaczego, spokojnie bez zbędnych ciśnień.
hmm..
myślę, że wszystko zależy od sytuacji (czemu się rozstajemy), ludzi i stażu związku :]

Gej.ownlog.com

05.08.2010 22:56

a wyobrażasz sobie przyjaźń po wojnie i ciszy?

Soho.fotolog.pl

06.08.2010 13:10

tak. na tym właśnie m.in. polega ta dojrzałość.

Juiz.ownlog.com

06.08.2010 17:06

soho, mam wrażenie, że mówisz o temacie w czystej teori.

niemniej.
po swoich i cudzych (znajomych, rodziny) doświadczeniach mogę powiedzieć, że różnie z tym bywa.
mój pierwszy poważny związek zakończył się dość burzliwie (zdrada, młody wiek, brak doświadczenia w takich sytuacjach), drugi był na siłę i nie wyszło, więc zwyczajnie rozstaliśmy się w pokoju bez obrzucania się błotem - kontakt bardzo rzadki, tyle co życzenia na święta. Inny związek... o ile można by to nazwać związkiem - raczej taki nie był - rozstanie w pokoju i powrót do zwykłej - przyjaźni (wcześniej byliśmy przyjaciółmi) - kontakty do dziś utrzymywane, stosunek do siebie całkowicie neutralny.
Ze strony znajomych i rodziny - różnie w życiu bywa, jedni rozstają się z posobnych powodów co wyżej, inni rozstają się bo związek to głównie alkohol, zdrada, zatajenie poważnych rzeczy, czy przemoc domowa.
W przypadku pierwszego i ostatniego powodu - zawsze na tym cierpią ew. dzieci (przeważnie któryś rodzic ciągnie na swoją stronę), budżet domowy, psychika siada. Wtedy rozstanie jest konieczne, dla dobra siebie, dzieci a także własnej i ich przyszłości - niestety zdaję sobie sprawę, że w tych przypadkach właśnie najgorzej jest zrobić pierwszy krok i nawet jeśli się go zrobi, jest to długa droga przez mękę. I tutaj nie ma miejsca na tzw. rozstanie w pokoju - jest to zwyczajnie niemożliwe ze względu na sytuację.

Co ciekawe - naukowcy udowodnili, że rozstania "pokojowe" zazwyczaj dotyczą związków, które dawno umarły i brak w nich uczuć jakichkolwiek (nawet nienawiści). Ujawnianie emocji podczas rozstania wskazuje na to, że związek uczuciowy istnieje nadal, niezależnie, czy to nadal uczucie miłości, żalu, czy nienawiści.

Oczywiście nie można wykluczyć, że ludzie rozstają się pokojowo, bez emocji pokazywanej światu i jedynie w samotności dusić w sobie te emocje, wypłakując w ciemności w poduszkę lub rozładowywać emocje na np. siłowni.

Terapeuci w poradniach mawiają (a przynajmniej tak słyszałam z ust pewnej pani psycholog), że jeśli małżeństwo przychodzi do nich na terapię, to po zaledwie kilku spotkaniach potrafią ocenić, czy ono przetrwa czy się rozpadnie - im mniej emocji, tym szybciej się te związki kończą.

ps. sorry za długi post, ale mnie coś tknęło ;P

Soho.fotolog.pl

06.08.2010 22:33

to tylko wrażenie :)
właśnie tak to widzę.

75b.ownlog.com
Miasto: turystów
Płeć: Kobieta

06.08.2010 22:41

ONA: Przepraszam, ale chciałabym zakończyć nasz związek.
ON: Dlaczego?
ONA: Jestem w tym związku nieszczęśliwa.
ON: A gdzie w twoim życiu miejsce na krzyż i cierpienie?

Soho.fotolog.pl

06.08.2010 22:41

to dla mnie za mądre.

Juiz.ownlog.com

06.08.2010 23:30

75b - good point, choć szczerze powiem, że w części przypadków "nie opłaca się" nosić tego krzyża i cierpienia, zwłaszcza, jeśli nie jest ono nasze a dotyczy postronnych i niewinnych osób.
Na całe szczęście weszła ustawa o przeciwdziałaniu przemocy domowej i teraz dużo łatwiej jest chronić ofiarę/ry przed oprawcą. I chociaż nadal nie jest ona doskonała, to zawsze coś.

Soho.fotolog.pl

06.08.2010 23:41

w żadnym przypadku nie opłaca się. (moje zdanie wynika chyba z wieku).
i nie wiem czemu, ale podział ról mi nie odpowiada.

Gej.ownlog.com

07.08.2010 11:07

widzicie, ale to są wszystko sytuacje, które w jakiś sposób są klarowne - to znaczy obie strony są świadome, że coś jest nie tak, że coś nie ma sensu, no i dalej dzieje się jak piszecie.

tylko co w sytuacji, kiedy tylko jedna strona jest świadoma, że coś jest nie tak, a druga strona uważa, ze wszystko jest w porządku i co w tym wszystkim najgorsze to ta pierwsza bardzo kocha i odpuszcza odejście...

jak z tego wybrnąć?

Juiz.ownlog.com

07.08.2010 12:13

wiesz, zależy, co jest nie tak.
bo jeśli jest to coś, nad czym da się popracować, porozmawiać i wyjaśnić, to wystarczy właśnie o tym rozmawiać i oboje muszą nad tym pracować by poprawić relację.
jeśli jednak to nie daje pożądanego skutku (czyli stała poprawa zachowania i relacji) być może okaże się że dobrym wyjściem jest tzw. "terapia szokowa".
zasłanianie się miłością i odpuszczenie to nie jest dobre wyjście - partner wtedy odczuwa to jak "nareszcie dał mi spokój, mogę być taki, jaki jestem cały czas i zachowywać się tak samo" a tym samym znów rani. (podobna sytuacja jest z dziećmi w wieku ok. 2 lat - jeśli w fazie buntu odpuścisz i będziesz dziecku pozwalać na różne rzeczy byleby tylko nie ryczało/krzyczało itp to możesz być pewny, że dzieciak nie będzie znał granic, których absolutnie nie powinien przekraczać) i tak w koło macieju.
terapia szokowa może być pomocna, ale trzeba wiedzieć, że różne mogą być jej skutki (zależą od osoby, którą dotknie) dlatego należy to przemyśleć zanim się wprowadzi w czyn (o ile).
być może zwykłe powiedzenie sobie, że brak ci sił by ciągnąc związek w takiej formie, jakiej jest, jest dla ciebie katorgą i decydujesz się na radykalny krok - być może twarde powiedzenie "koniec" jest lepszym, choć trudnym, wyjściem.

niestety nikt ci nie powie wszystkiego i jak należałoby postąpić. nie znam cię na tyle, by móc z pewnością powiedzieć, że to coś da.
wiem doskonale jak trudno jest powiedzieć "koniec" w przypadku, gdy nadal się kocha, jednak albo będziesz tkwił w tym po uszy, albo postanowisz realnie coś z tym zrobić.
bo nikt inny tego zrobić za ciebie nie może.
odpowiedzialność za związek jest obustronna - jeśli jest inaczej - nie warto tego ciągnąc dalej, wierząc że kiedyś coś sie zmieni, a zmian ni widu ni słychu.

75b.ownlog.com
Miasto: turystów
Płeć: Kobieta

07.08.2010 12:47

To była tylko zabawna anegdotka, Juiz.
:)

Juiz.ownlog.com

07.08.2010 13:12

o tym wiem :)
ale ma w sobie głębszy sens ^^

Gej.ownlog.com

07.08.2010 16:28

ja bym mu odpowiedział, że na krakowskim przedmieściu... jak lubi krzyżowe klimaty to niech się tam poszuka żony... :]

Gej.ownlog.com

07.08.2010 16:29

*bez się :)

Dzemo.ownlog.com

03.09.2010 22:16

ja po prostu się spakowałam, powiedziałam że nam się nie układa od dłuższego czasu, on przytaknął i powiedział że może do siebie zatęsknimy. pojechałam do domu.
spokojnie :) bez zbędnych wulgarnych słów. bez wypominania.

Zaloguj się aby odpowiedzieć 1
Copyright © Michał Borek 2003-2009