Assai.ownlog.com
Płeć: Kobieta | 24.10.2005 16:33 Dla fanów Kaczora
Prezydentowi stolicy nic się nie udaje. Warszawiacy kochają go nadal. W
ciągu ostatnich dwóch miesięcy warszawiacy dowiedzieli się:
Obiecanego triumfalnie przez Kaczyńskiego mostu Północnego nie będzie.
Przetarg został unieważniony, bo administracja prezydenta Kaczyńskiego
złamała zasady bezstronności i anonimowości. To oznacza, że w ciągu
najbliższych trzech lat żaden nowy most w Warszawie nie powstanie.
Przetarg na zabudowę placu Piłsudskiego, tam gdzie stoi Grób
Nieznanego
Żołnierza, został unieważniony. Urząd Kaczyńskiego postawił inwestorom
nierealne warunki. W efekcie miasto straciło 300 tys. zł, bo tyle
kosztowała
obsługa wynajętej zagranicznej kancelarii prawnej. No i miną kolejne
dwa,
trzy lata, zanim nowy przetarg zostanie rozstrzygnięty.
Pewnie przepadnie dotacja z Unii Europejskiej na warszawskie metro,
bo miejscy urzędnicy narobili błędów w dokumentach. Błędy były też w
dokumentach dotyczących dotacji na modernizację linii tramwajowej w Al.
Jerozolimskich. Koło nosa może przejść ok. 350 mln zł. Błędy powstały,
choć
miasto wynajęło firmę PriceWaterhouseCoopers, której doradcy za jedną
godzinę biorą 671 zł.
W rankingu polskich miast pozyskujących fundusze z UE stolica
znalazła się na 8. miejscu. Pierwsza Bydgoszcz w przeliczeniu na głowę mieszkańca
zyskała
1158,6 zł, Warszawa wspierana przez kosztowne firmy doradcze 97,36 zł.
Stratę 29 mln zł w 2004 r. na budowę metra zarzucili prezydentowi
radni z Platformy Obywatelskiej. Urząd nie wykorzystał pieniędzy z kontraktu
wojewódzkiego i nie wyegzekwował należnych kar za opóźnienia w budowie
stacji metra przy placu Wilsona. Zresztą stacja nadal ma niedoróbki.
Otworzono ją w najgorszym, PRL-owskim stylu, uruchomiono przymykając oko na ekipy remontowe poprawiające fuszerki.
W stolicy panuje bałagan remontowy. Ulicę Czerniakowską wygładzono za 30mln zł. Część pieniędzy natychmiast zmarnowano, bo zaraz potem wkroczyli
tam remontowcy od wodociągów ryjąc w świeżo wypolerowanej nawierzchni. W ważnym
dla ruchu wiadukcie przy ul. Marynarskiej stwierdzono błędy projektowe.
Znów straty pieniężne, opóźnione inwestycje.
Administracja prezydenta Kaczyńskiego czegokolwiek się dotknie, to spieprzy. Nie jest w stanie rozwiązać problemu letnich ogródków w
restauracjach w centrum miasta czy na pustych nadwiślańskich bulwarach.
W ruinę popada nie tylko warszawska Starówka, ale i Mariensztat. Z planów
odnowienia dzielnicy MDM nici. Zapowiedziano likwidację bazaru na Stadionie Dziesięciolecia, ale urzędnicy nie sprawdzili, że firma dzierżawiąca obiekt ma umowę do 2007 r. Brak kompetencji i umiejętności urzędnicy
Kaczyńskiego nadrabiają hucpą i gromkimi oświadczeniami obiecującymi lepszą przyszłość.
W ciągu ostatnich dwóch miesięcy warszawiacy dowiedzieli się też, że prezydent Kaczyński działa niezgodnie z głoszonym w czasie wyborów programem:
Miały maleć koszty administracji. W roku 2004 wzrosły one o 46 mln zł.
Lwią ich część stanowiły nagrody prezydenta dla swoich dyrektorów. Średnio po
40tys. zł. Za rządów Kaczyńskiego każdy warszawiak wydawał w 2004 r. na administrację samorządową 203 zł. W Krakowie, Poznaniu takie wydatki nie przekraczają 160 zł. Czy mieszkańcy stolicy czują różnicę w poziomie usług administracji?
Prezydent Kaczyński stale podkreśla swoje obrzydzenie do wszystkiego
co komunistyczne. Kiedy jednak chce wywłaszczyć kilka tysięcy mieszkańców
stolicy z zasiedziałych przez nich gruntów, zwykle na peryferiach miasta, to sięga po obowiązujący nadal krytykowany przez PiS dekret Bieruta. Ten, który nacjonalizował grunty w całej Warszawie, który jest przez prawicę podważany.
Kiedy stalinowski dekret może być użyteczny dla interesów urzędników Kaczyńskiego i jego klientów, to jawi się słusznym, obowiązującym w III RP
prawem. Ciekawe, czy w IV RP, tej już Kaczyńskiej, dekret ten pozostanie?
W mieście Lecha Kaczyńskiego miały ostatecznie zostać zablokowane korupcjogenne budowy centrów handlowych, zwanych mollami. Bo finansowane
przez zagraniczny kapitał molle zżerają tkankę polskiego średniego i drobnego kupiectwa. W kampanii wyborczej Lech Kaczyński grzmiał, że nie dopuści do powstania kolejnego hipermarketu. Teraz jego urzędnicy zgodzili się na budowę nowych centrów handlowych na Młocinach i w Wilanowie.
Rozbudowywane są istniejące: Reduta, Promenada, IKEA na Targówku, ursynowski
Factory Outlet. W 2004 r. Powierzchnia wielkich obiektów handlowych wzrosła
o 22,5 proc. Głosujący za Kaczorem polscy kupcy mogą tylko puknąć się w
główkę i pomacać pustą kieszeń. No, ale każdy samorządowiec wie, że z wielkopowierzchniowych obiektów handlowych można mieć więcej.
W ciągu ostatnich dwóch miesięcy warszawiacy mogli dowiedzieć się, że w tym
czasie prezydent Kaczyński złamał głoszone przez siebie zasady programowe i moralne:
Miało nie być w mieście korupcji i kolesiostwa. Ewa Holewińska, przewodnicząca dzielnicowej komisji mieszkaniowej, radna z PiS, wykupiła
atrakcyjne mieszkanie komunalne, mimo iż ma willę w podwarszawskiej
Radości.
Mieszkanie w reprezentacyjnych Al. Ujazdowskich. Lokal zbył jej partyjny kolega Jarosław Zieliński, który długo łączył posadę radnego w Suwałkach z posadą burmistrza dzielnicy Śródmieście w Warszawie. Jak się przemieszczał szybko z Suwałk do Warszawy, to już tajemnica walczącego o uczciwość PiS.
Szefem Miejskiego Przedsiębiorstwa Taksówkowego prezydent Kaczyński uczynił
Andrzeja Gelberga, byłego naczelnego redaktora Tygodnika Solidarność.
Prezesa wydawnictwa. Zwolnionego przez solidarnościowców po doprowadzeniu
tygodnika na skraj bankructwa, oskarżanego przez niektórych współpracowników
o podwójną księgowość. Teraz Gelberg zdołował MPT. Doprowadził do strajku taksówkarzy przeciwko jego rządom.
Centralnym punktem swojej kampanii wyborczej Kaczyński uczynił walkę z korupcyjnym układem warszawskim. Kiedy przyszło do głosowania absolutorium
prezydenta w Radzie Warszawy, zagrożonemu Kaczyńskiemu mogło zabraknąć paru głosów, bo pokłócił się z koalicjantami z LPR. I nagle stał się cud!
Prezydenta Kaczyńskiego poparła radna PO, wyrzucona niedawno z partii za interesowność Małgorzata Ławniczak-Hertel. Symbol tego korupcyjnego układu
warszawskiego. Największy wróg Kaczyńskiego w prezydenckiej kampanii wyborczej. Od tamtej pory Kaczyński przestał już walczyć z układem warszawskim. Poparli go też radni z SLD. Czesław Ochenduszko olał głosy lewicy i opuścił przed głosowaniem klub SLD. Kolejna gwiazda SLD radna
Dominika Makarewicz nie zaprzeczała, że wiceprezydent Andrzej Urbański przed głosowaniem przypadkowo załatwił pracę jej bratu. Tak to absolutorium Lech Kaczyński uzyskał dzięki gównojadom z SLD i pozyskanym macherom z PO.
Tym, których naj-bardziej atakował, plugawił, poniżał w czasie kampanii wyborczej. Ale okazali się dla niego swoimi łajdakami. Prezydentowi Kaczyńskiemu tylko jedno się w połowie prezydenckiej kadencji udało.
Wybudował Muzeum Powstania Warszawskiego. Z kłopotami, zatrudniając tam ludzi na czarno. Udało mu się też uskrzydlić stołecznych dziennikarzy,
którzy piszą o nim z entuzjazmem. Czy kochają go taką samą miłością jak radna SLD Makarewicz? W efekcie znakomitej kampanii medialnej (brawa dla
wiceprezydenta Urbańskiego) w sondażach Lech Kaczyński wychodzi na plus.
Pewnie notowania jego wzrosną, kiedy na pustym placu Piłsudskiego postawi krzyż ku pamięci Jana Pawła II. To niewiele będzie kosztować, a pokaże, że Lech Kaczyński Wielkim Polakiem jest. W wywiadzie dla Gazety Wyborczej
Lech Kaczyński zadeklarował, że po namaszczeniu go na Prezydenta RP przez wdzięczny naród zajmie się po pierwsze wystawianiem rachunków krzywd. Od
Niemców, którzy zrujnowali Warszawę, od komuchów, od różowych liberałów.
Od korupcjonistów. To nic, że z powodu hasła walki z korupcją w stolicy za władania Lecha Kaczyńskiego nie ma żadnej większej inwestycji. To nic, że korupcyjne centrum handlowe Złote Tarasy przekonało prezydenta Kaczyńskiego, że jeśli zdejmie z nich znamię korupcji, to wszystko będzie w porządku.
Ot, powstanie kolejne centrum handlowe w centrum miasta, czego w antykorupcyjnych europejskich stolicach nie ma. Ale być może ktoś musi zapłacić za kosztowne prezydenckie spoty reklamowe, za Justynę Steczkowską deklarującą, że urodzi dziecko dla PiS, dla sfory estradowców grających dziś dla państwa Kaczyńskich. Takie to rodzi w każdym razie podejrzenia.
Państwo Kaczyńscy nauczyli się jak nikt od konkurencyjnej elity politycznej, że nie ważne jest, jak się rządzi. Ważne, jak cię pokażą w mediach, jak zabełtasz w
mózgach elektoratu. Aby pokochał. Na dobre i na złe.
|